Partner wydania:
czytaj ten artykuł
Moda na gotowanie to dziś z jeden najpopularniejszych trendów wśród Polaków. Mamy coraz większą świadomość, co znaczy dobre jedzenie i jak powinny smakować klasyki wśród potraw oraz deserów. Nic więc dziwnego, że zachwycamy się przystawkami we włoskim stylu, upieczoną całą kaczką z owocami czy idealnym czekoladowym fondantem. Pomijając blogerów kulinarnych i samouków w kuchni, którzy w mig opanowują kulinarną sztukę, wiele osób z obawy przed porażką, nie podejmuje prób regularnego przygotowywania dań w domu z nutą eksperymentowania.

Jak się jednak okazuje, do smacznego, zdrowego i sprytnego gotowania nie jest potrzebny drogi, profesjonalny sprzęt czy kilkuetapowa receptura na danie rodem z restauracji z gwiazdką Michelin. Wystarczy kierować się swoim smakiem i prostymi radami szefa kuchni Knorr, Piotra Murawskiego. Gwarantujemy, że ani nuda, ani rozgoryczenie nie wtargną już więcej do kulinarnego królestwa.


Polacy od lat wierni są klasykom kuchni polskiej, takim jak pierogi, pomidorówka czy bigos. W czym tkwi sekret tych ukochanych dań z jadłospisu Polaków?

To dość proste - wynosimy to z domu… Tak gotowały nasze babcie i nasze mamy. Te potrawy są elementem naszej rodzinnej tradycji, naszej tożsamości. Te smaki znamy od dzieciństwa. Są one częścią encyklopedii kulinarnej, którą tworzą nasze zmysły.

Nadal w wielu domach na niedzielny obiad musi być zupa i drugie danie. Jak Pana zdaniem urozmaicić ten przysłowiowy rosół lub ziemniaki ze schabowym i mizerią?

W tym pędzącym świecie ważne jest, żebyśmy w ogóle wspólnie usiedli do stołu, znaleźli choć chwilę, by całą rodziną celebrować posiłek. Osobiście nie mam nic przeciwko rosołowi i schabowemu, ale myślę, że to stereotyp, iż tylko one goszczą na polskim stole podczas rodzinnych spotkań. Zewsząd jesteśmy bombardowani programami kulinarnymi lub poradami dietetyków, zmieniają się nasze nawyki i upodobania kulinarne - wiemy to z badań konsumenckich. W rezultacie chętnie sięgamy do zasobów kuchni włoskiej czy azjatyckiej i to najczęściej właśnie w weekend, bo wtedy mamy czas na kulinarne eksperymenty. Dziś, zgodnie z zaleceniami żywieniowymi, jemy nie trzy posiłki dziennie, jak to było kiedyś, a pięć. Ten proces zmian naszych nawyków kulinarnych trwa cały czas - ja raczej martwię się, co zostanie za kilka lat z tego naszego schabowego… Bo może się okazać, że będzie to schabowy marynowany w sosie sojowym z imbirem, podawany na komosie ryżowej.

O ile nasze babcie mają w małym palcu umiejętność przygotowania obiadu dla kilku osób, o tyle młode pokolenie może mieć z tym problem. W co należy zaopatrzyć się, w kwestii akcesoriów, aby sprawnie gotować w domu? Czy warto inwestować w gadżety i dodatki znane najlepszym szefom kuchni?

Tak, to prawda. Zmienił się model naszego życia. Kiedyś w jednym domu mieszkały rodziny wielopokoleniowe: dziadkowie, rodzice i dzieci. Mamy pracowały, a babcie gotowały i tak uczyliśmy się jedni od drugich. Dziś młody człowiek chce jak najszybciej się usamodzielnić i często bywa tak, że nie zdąży wynieść z domu wiedzy o tym, jak się gotuje. Myślę, że kulinarne gadżety będą cieszyć, jeśli są dla nas pomocą podczas codziennego gotowania. Dobry nóż, który zawsze jest ostry, patelnia, która się „ nie brudzi” czy garnek, w którym „wszystko” się nam ugotuje, na pewno sprawią, że obowiązek gotowania, bo nie ukrywajmy, że codzienne gotowanie obiadu jest jakimś obowiązkiem, zmieni się trochę w zabawę i nam ten obowiązek umilą. W tym kontekście proponuję także przyjrzeć się trendom kulinarnym i korzystać z nowatorskich metod przyrządzania posiłków. A więc sous-vide , czyli wolne gotowanie w niskiej temperaturze w próżni, czy gotowanie na parze są tego przykładem. Polecam wszystkim. Wtedy warto zainwestować w „gadżety”. Maszynkę do zamykania próżniowego kupimy już za nieco ponad 100 zł, a może ona znacznie ułatwić nam życie. Widziałem też piekarniki, a nawet garnki, z funkcją gotowania w niskiej temperaturze. Na potrzeby gotowania w domu są one jak najbardziej wystarczające. Z drugiej strony - nie dajmy się zwariować. Blender za 6 tysięcy nie jest czymś niezbędnym w każdym gospodarstwie. Choć może i jest to fajny gadżet, ale obiadu za nas nie ugotuje.

Polacy najczęściej produkty na obiad gotują w wodzie lub smażą. A jakie techniki znane szefom kuchni warto zastosować w domowej kuchni, aby odmienić teksturę oraz smak potraw?

Wspomniana już przeze mnie technika wolnego gotowania w niskiej temperaturze jest przełomem w świcie kulinariów. W kuchni nazywamy tę metodę z sous-vide, terminem pochodzącym z języka francuskiego, dosłownie oznaczającym „bez powietrza”. Mięso marynujemy i zamykamy próżniowo, dzięki czemu marynata szybciej i efektywniej penetruje kawałek naszego mięsa. Dzieje się tak na skutek różnych ciśnień w mięsie i w samej torebce, z której odessaliśmy powietrze. Podciśnienie wpycha molekuły soli i przypraw w głąb mięsa, starając się wyrównać ciśnienie, przez co zamarynowane w ten sposób mięso smakuje o wiele lepiej. Potem gotujemy je w niskiej temperaturze, na przykład w 60⁰C . W efekcie białka mięsa ulegają powolnej denaturyzacji, mięso jest o wiele bardziej soczyste, zmienia się jego konsystencja, tekstura. Tak przygotowana pierś z kaczki czy nawet ryba smakują zupełnie inaczej. To metoda przełomowa, chociażby dlatego, że tak przygotowane mięso możemy dłużej przechowywać bez żadnej straty na jakości.

W domowych warunkach również możemy przygotować w ten sposób mięso, nawet bez wspomnianych już gadżetów. Opowiem o tym na przykładzie polędwiczki wieprzowej. Zamarynowaną, zawiniętą kilka razy w folię spożywczą polędwiczkę wieprzową wkładamy do naczynia z wodą, przyciskamy czymś z wierzchu, tak aby ów kawałek mięsa nie wypływał na wierzch. Całość wkładamy do piekarnika nagrzanego do 80⁰C na godzinę lub dwie, w zależności od grubości mięsa. Efekt będzie podobny jak w przypadku sous-vide, ale niestety nie taki sam.

Coraz więcej osób narzeka na brak czasu. Czy jako wprawiony szef kuchni może Pan podpowiedzieć, jak prawidłowo zorganizować czas w kuchni w trakcie gotowania, aby „serwis” w domu odbył się niczym w najlepszej restauracji?

To proste - musimy wcześniej planować, tak jak robi się to w restauracji. Dzień wcześniej trzeba zamarynować mięso, z rana obrać ziemniaki lub ugotować ryż. Wówczas, gdy wrócimy do domu, sprawa wygląda o wiele prościej - mięso wkładamy do piekarnika, nastawiamy obrane już ziemniaki. Zajmuje to nam 5 minut. A w czasie, kiedy mięso się piecze, pozostaje nam tylko przygotowanie sałatki. Ale trzeba być w tym konsekwentnym i taką metodę działania w kuchni trzeba po prostu na stałe w drożyć w życie. Pomocne mogą być też produkty, które proponuje Knorr. Na przykład te z linii Naturalnie Smaczne!. Na opakowaniu znajdziemy listę produktów potrzebnych do przygotowania dania, więc już w sklepie wiemy, w co się zaopatrzyć. Wieczorem przygotowujemy sos do spaghetti, a po powrocie do domu gotujemy makaron, by był świeży. Do tego sałatka i mamy gotowy obiad - nie gorszy niż w restauracji. A z samym serwisem to już każdy musi sobie poradzić we własnym zakresie - nie ma na to dobrej rady. Może trzeba się więcej uśmiechać.

A jakie jest Pana popisowe danie, które przygotowuje Pan w domu dla bliskich z użyciem łatwo dostępnych produktów? Może Pan zdradzić na nie przepis?

O, takich potraw jest wiele, bo lubię zróżnicowaną kuchnię - zarówno pod względem składników, jak i smaków. Jedno w mojej kuchni się nie zmienia - staram się konsekwentnie gotować z jak najmniejszą ilością soli. Smak dań zapewnia duża ilością ostrych przypraw. Staram się, aby moje potrawy były mniej kaloryczne, a więc dodaję mało tłuszczu. Ponadto zwracam uwagę, by używać głównie tego roślinnego pochodzenia. Szukam mięs chudych , przynajmniej raz w tygodniu sięgam po ryby, staram się unikać serów żółtych, pleśniowych, bo chociaż są pyszne, to jednak kaloryczne i zawierają nasycone kwasy tłuszczowe, których spożycie trzeba ograniczać. Coraz mniej smażę. Tyle teorii - teraz mam zagwozdkę, co dla Państwa mogę wymyślić, co by sobie nie zaprzeczać. Może jakieś curry.

Curry z kurczaka a’ la Piotr Murawski

Receptura dla 6 osób
Receptura kuchni hinduskiej
Czas przygotowania: 40 minut

Składniki:
• 700 g udek z kurczaka bez kości i skóry
• 4 dojrzałe pomidory lub puszka pomidorów pelatti
• 2 łyżki curry madras
• 2 ostre papryczki chili
• 1 kawałek kory cynamonu
• 3 goździki
• 1 czubata łyżka kminu rzymskiego
• 1 opakowanie produktu Spaghetti Bolognese Naturalnie Smaczne! Knorr
• 3 łyżki oleju rzepakowego
• 1 cebula
• 2 ząbki czosnku
• 1 pęczek natki kolendry
• kawałek świeżego imbiru, ok. 5 cm
• 1 cukinia
• 2 papryki czerwone
• 1 bakłażan
• 1 puszka mleka kokosowego (można ją zastąpić dwoma jogurtami naturalnymi).

Sposób przygotowania:

  1. Bakłażana, cukinię i paprykę pokrój w grubą 2 cm kostkę, rozłóż na blachę, wstaw do nagrzanego do 190⁰C piekarnika na około 30 minut.
  2. Udka z kurczaka przekrój na pół. Cebulę i chili pokrój w drobną kosteczkę, pomidory pokrój w gruba kostkę, czosnek rozetrzyj na miazgę, imbir obierz i zetrzyj na tarce, posiekaj pęczek natki kolendry.
  3. Rozgrzej garnek z szerokim dnem, najlepiej ciężki, żeliwny. Na dno garnka wrzuć cynamon i goździki - podgrzewaj je, aż zaczną wydzielać intensywny aromat. Dodaj wtedy olej i cebulę. Smaż, aż cebula się zeszkli, dodaj kolejno kmin i curry. Wszystko razem smaż chwilę, aż przyprawy zaczną przywierać do dna garnka. Dodaj wtedy pomidory i pół szklanki wody (jeśli dodasz pomidory z puszki, woda jest niepotrzebna). Dodaj udka.
  4. Mięso duś pod przykryciem około 10 minut. Po tym czasie dodaj mleko kokosowe, upieczone warzywa, chili, imbir i roztarty czosnek. Wszystko razem duś kolejne 10-15 minut pod przykryciem, mieszając składniki co jakiś czas. Gotowy „gulasz” dopraw na koniec, dodając do niego produkt Knorr - sprawi on. że zmieni się konsystencja i smak sosu.
  5. Curry z kurczaka podawaj z ryżem basmati oprószone obficie natką kolendry.

Rada szefa kuchni:

• Jeśli potrawa wyda ci się zbyt ostra, podawaj ją z naturalnym jogurtem.
• Często zamiast piec warzywa, dodaję do gulaszu marchew pokrojoną w kostkę, zielony groszek i fasolkę szparagową (mogą być mrożone).